27 czerwca 2013

Liebster Award.

Liebster Award.
Nominacja Liebster Award jest przyznawana od innego bloggera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
                                
Zostałam nominowana przez:

Pytania i odpowiedzi:
1. Jak masz na imię?
 Dominika
2. Dlaczego lubisz 1D?
Bo są i zmienili moje życie.
3. Odkąd jesteś Directioner?
Od lutego/ marca.
4. Ulubiony kolor?
fioletowy
5. Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga/blogi?
Samotność.
6. Co Cię inspiruje?
Moi rodzice i ich historie.
7. Ile masz lat?
14, rocznikowo 15. :D 
8. Skąd jesteś?
Koniczynka, gmina Łysomice, Kujawska- Pomorskie
9. Ulubieniec z One Direction?
Louis
10. Ulubiona piosenka 1D?
Rock me. 
11. Kim chcesz zostać w przyszłości?
Aktorką lub pisarką. 
Blogi, które nominuję do Liebster Award:

26 czerwca 2013

Rozdział 10.




   Zostań.
Nie odchodź.
Wyjdź.
Odejdź.
Nienawidzę Cię.
Kocham Cię.
Kochaj mnie.
Oszukujesz?
Odchodzę.
   Mam to wszystko gdzieś. Ja chcę normalnego życia! Nie chcę żeby to wszystko się tak potoczyło! Dlaczego? Muszę stąd odejść. Muszę wyjechać. Nie! Muszę zostać. Nie mogę odejść. Kocham go! Muszę to naprawić.
   Pobiegłam do sali z lustrami było ich pełno. Wszędzie widziałam... moich rodziców? Byli cali we krwi. Mój tata nie miał ręki, a mama miała podcięte gardło. Dokładnie takich ich widziałam jak wkładali ich do czarnych worków. Wywieźli ich prosto do zakładu pogrzebowego! W czarnych workach w jakich wywożą nic nie warte śmieci. Tak ich potraktowali. Widziałam cały wypadek! To było straszne. Zaczęłam uderzać pięściami w lustra a te rozbijały się na miliony małych kawałków, które raniły moje ręce. Nie czułam bólu. Przyjemność? Z bicia luster? Opadłam bezradnie na ziemie i płakałam. Najnormalniej w świecie nie miałam już na nic siły. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami. Nic już do mnie nie dochodziło. Słyszałam, że ktoś mnie woła i podnosi z ziemi.
   Obudziłam się? Na łące? Widziałam moich rodziców ubranych w białe stroje. Szli w moją stronę. Czy ja umarłam? Mama usiadła na trawie, a tata gdzieś zniknął. Rodzicielka powiedziała mi żebym pozrywała dla niej kwiaty. Jak dziecko zaczęłam biegać po łące i szukałam najładniejszych kwiatów. Wszystkie były piękne. Wręczyłam je mojej matce. Mówiła coś do mnie ja nie słyszałam... Czemu? Tak bardzo chciałam ją usłyszeć, jej głos. Zamknęłam oczy. Spałam. Nikt mnie nie obudzi z tego "snu". Ja umarłam.
-Verr...- dobiegł mnie męski głos.- Obudź się kochanie!
-Panno Veronico słyszy mnie pani?- zapytał jakiś głos którego nie znałam .
-Ja... Gdzie... ja jestem?- zaczęłam się jąkać, otworzyłam oczy i zobaczyłam Malika.
-Kochanie.- powiedział Zayn.
-Nie jestem twoim kochaniem.- powiedziałam.

25 czerwca 2013

Rozdział 9.




   Śniłam o NIM. Jest cudowny. Kocham go. Ale nie potrafię mu wybaczyć... Czego? Nie wiem. Dziwne? Na pewno. Nie potrafię też sobie wybaczyć... Za to że już tego dziecka nie ma. Straszne. Jestem potworem. Potworem bez serca. Dobra muszę wstać bo dzisiaj do pracy na rano. Zaraz która jest? Już dziewiąta?! Muszę wstawać. Szybko!
   Weszłam do łazienki i UBRAŁAM SIĘ. Pięknie. Jeszcze włosy i makijaż. Zrobiłam kłosa, nałożyłam na twarz podkład, puder, tusz do rzęs i błyszczyk. No i jestem gotowa. Więc idę, zjem coś po drodze.
   Byłam już pod budynkiem klubu. Głośno westchnęłam i pchnęłam mocno drzwi aby się otworzyły, buchnął we mnie duszący zapach papierosów i alkoholu. Zawsze tak tam śmierdziało. Ruszyłam w stronę garderoby.
   Nie no mój szef chyba oszalał ja w życiu się TAK nie ubiorę. No ale lepiej już mieć pracę niż żebrać na ulicy. Przebrałam się, zrobiłam mocniejszy makijaż i rozpuściłam włosy. Wyszłam z garderoby i tuszyłam w stronę sali. No tak dzisiaj koncert. Postanowiłam poćwiczyć sobie trochę na rurze. Tak. Tak. Tak. Nadal czułam że nie jestem sama. Ktoś mnie obserwuje. Nic dziwnego pełno tu luster weneckich. No dobra nie ważne. Poszłam do szatni i przebrałam się, zabrałam torbę i wyszłam szłam zdłuż korytarza z lustrani weneckimi i cały czas czułam że ktoś mnie obserwuje. Cholera co jest. Jest ciemno. A co jak to jakiś nachalny koleś? Słyszałam o takich facetach co liczyli na coś więcej. A to nie jest żadna agencja towarzyska.
   Ten korytarz jest cholernie długi. Przechodziłam obok drzwi. No dobra idę dalej. Poszłam i słyszałam jak ktoś wychodzi z pomieszczenia obok którego wychodziłam.
Zaczęłam się bać. Ta osoba patrzyła się na mnie. Poszłam dalej. Słyszałam że ten ktoś cały czas za mną idzie. Zatrzymałam się i odwróciłam.
-Kim jesteś?!- krzyknęłam.Było ciemno więc nic nie widziałam. Osoba nic nie odpowiadała.- No do cholery odpowiedz!- krzyczałam i zaczęłam się zanosić łzami.- Czemu za mną idziesz?!- upadłam na kolana.
   Facet momentalnie do mnie podbiegł. Łzy zamazywały mi obraz. Nic nie widziałam. Mężczyzna przytulił mnie. Znam skądś ten zapach... Odchyliłam głowę. Nie muliłam się ... To był Zayn. Wyrwałam się z uścisku i wstałam na równe nogi. Cofnęłam się od niego.
-Verr.- rzekł.- Ja cię kocham.- powiedział a ja jak największy tchórz... uciekłam...
   Poszłam do EMPIKU. Szukałam książki. Bardzo lubię czytać i tylko tak potrafię odreagować od codziennych problemów. Mam, TA będzie idealna. Zapłaciłam za książkę i ruszyłam w stronę McDonald'a. Kupiłam sobie kawę i wyszłam. Wróciłam do klubu i dopiłam wcześniej zakupioną kawę. Moje koleżanki wygłupiały się, jak zwykle. Tak wyglądały nasze "próby" do wszelkich wieczorów. Usiadłam przy barze i zabrałam się za czytanie książki. Jednak ktoś mi przerwał. No tak to szef mnie wołał i chciał żebym poszła się przebrać w strój który miałam wcześniej. Wyszłam z garderoby i znowu mnie zaczepił mój pracodawca i powiedział żebym się przebrała w TO. Jego coś w piz**** gniecie. No ludzie. Jakbym nie mogła być barmanką. No dobra niech  będzie. Stałam na środku pustej, niezagospodarowanej sali i rozciągałam się. Nagle poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach. Wiedziałam że to Malik. Odwróciłam się do niego przodem. Byłam od niego niższa pomimo bardzo wysokich szpilek.
-Czego chcesz?- zapytałam niezbyt miło.
-Pozwól mi z sobą porozmawiać.- powiedział.
-Jestem zajęta.- odburknęłam i odeszłam kawałek dalej żeby ponownie zająć się tym co robiłam zanim Zayn mi przerwał.
-To zajmie tylko pięć minut.- powiedział błagalnym głosem.
-No dobra.- powiedziałam zrezygnowana i usiadłam na podłodze. Poklepałam miejsce obok siebie na znak aby usiadł obok i tak zrobił.
-No więc chciałbym cię przeprosić za to że nie poświęcałem ci czasu...- mówił a ja mu przerwałam.
-I co teraz myślisz że mnie przeprosisz i wszystko będzie OK?!- wybuchłam.- Nie nie będzie! Wiesz co ja przez ciebie zrobiłam?!- krzyczałam i nie czekałam na odpowiedź.- Usunęłam ciążę i zostałam szmatą, dziwką która tańczy przy rurze bo nie ma pieniędzy!- mówiłam na jednym tchu.
   Malik patrzył się na mnie a mi po policzkach cały czas lały się łzy. Złapał mnie za policzek i wytarł łzy kciukiem. Przytulił mnie delikatnie. Nie odpychałam go. Tego potrzebowałam.
-Ja nie wiedziałem.- szepnął mi do ucha.
-Nic już nie zagoi moich ran.- powiedziałam i wyrwałam się z uścisku. Wstałam i poszłam na główną salę gdzie było pełno mężczyzn. No to do roboty. Piosenki leciały a ja tańczyłam przy rurze i myślałam dużo o tym jaka mogła być moja przyszłość z dzieckiem... Czy byłabym szczęśliwa?

Bądź we mnie nie odchodź
bo gdy cię mam
uśmiech napływa
sercu go dam.

I nawet samotność 
nie straszna mi,
gdy stoisz nadziejo 
u mych drzwi.

Ty sobą potrafisz
zwątpienia oddalić,
ja wierzę że możesz
tę iskrę rozpalić.

Co ciepłem otuli
zrozumieć pozwoli
i szczęście ukaże
co płynie powoli..


**********************************************************
Proszę o komentarze bo mi się wydaje że ja sama dla siebie piszę... :/ 

24 czerwca 2013

Rozdział 8.




*tydzień później*

    No więc tak. Ciążę usunęłam. No cóż jestem złym człowiekiem, wiem. Mam pracę. Tak! Ale jaką... :/ Dobrze płatna ale robię z siebie szmatę. Przefarbowałam się na blond. Nie jest źle. Jakoś żyję. No i jeszcze jedna zmiana... mieszkam teraz w Toruniu. Bosko. Mam boskie MIESZKANIE, a  ta KUCHNIA niby mała ale jest idealna. A co do mojej nowej pracy to KLUB COCOMO, może to nie jest idealne miejsce do pracy dla nieletniej ale mam swoje duże fundusze za to.
   Idę ulicą do pracy, jest godzina 22. Na jednym sklepie zobaczyłam plakat, podeszłam bliżej i co zobaczyłam...? "Zayn Malik w Polsce, u nas w Toruniu. Zagra koncert, już w sobotę 12. stycznia. 2013 roku. Bilety do nabycia w klubie COCOMO. Wstęp tylko dla dorosłych." Nie! W tym klubie co ja pracuję? To jakaś karma... Już taki długi czas minął od kiedy się nie widzieliśmy. No dobra. Koniec rozmyśleń bo się do pracy spóźnię. Weszłam do budynku i od razu zgarnął mnie szef do gabinetu.
-Veronico.- zaczął.- Dzisiaj będziemy gościć sławną osobę i chciałbym abyś się niem "zajęła"- powiedział robiąc cudzysłów w powietrzu.
-Chodzi o Malika jeśli się nie mylę?- zapytałam.
-Twoja inteligencja mnie...- szukał dobrego słowa.- dobija.
-Miło to zabrzmiało.- powiedziałam z sarkazmem.
-Ale tak chodzi o Malika i jego dwóch przyjaciół Harrego i Louisa. Mam nadzieję że znajdziesz jeszcze dwie dziewczyny które ci pomogą?- zapytał
-Tak. Może to być Natalia?- zapytałam.
-Oczywiście. No i kogo jeszcze?
-Marika.- powiedziałam.
-No dobra to idź się przebrać a ja poinformuję dziewczyny.- powiedział szybko.
   Wyszłam z pomieszczenia i udałam się do garderoby w której przebrałam się w TO. No cóż do najwygodniejszych strojów to nie należało ale żadna praca nie hańbi. Udałam się do prywatnej salki gdzie były jeż dziewczyny przywitałam się z nimi i powiedziałam im co i jak. One wiedziały że ja znałam ich zanim Malik stał się sławny. Do przybycia "gwiazduniek" zostało jeszcze pół godziny więc poszłyśmy jeszcze do garderoby i się mocniej pomalowałam i uczesałam włosy. Puściłam z telefonu piosenkę Lil Wayne NO WORRIES. Kocham ją.
-Dziewczyny wychodźcie już.- krzyknął szef.
-Idziemy.-  powiedziałyśmy równo.
   Ustałyśmy obok szefa. Podeszli do nas. Wzrok chłopaków utkwił na mnie. Spuściłam głowę. nie chciałam na nich patrzyć. To był za duży ból, nie wiedziałam że to tak będzie wyglądać.
-No więc to są dziewczyny które dzisiaj wam będą dotrzymywać towarzystwa.
-Ok.- zwrócił się do szefa.
-Hej jak masz na imię?- usłyszałam głos Hazzy. Spojrzałam się w bok. Patrzył w oczy Natalii, a Louisa i Mariki już nie było.
-Dobrze to Veronico zaprowadź gościa do pokoju.- zwrócił się do mnie szef.
Wzięłam za rękę Malika i pociągnęłam go do POKOJU. Była tak jeszcze rura. Pierwsze co do niej podeszłam i zaczęłam tańczyć. Nie odrywałam wzroku od Zayna. Widziałam w jego oczach tęsknotę, ból i... łzy? Podeszłam do niego i usiadłam obok na łóżku. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co robię. Co za wstyd. Mulat szybko mnie przytulił a ja nadal płakałam.
-Czemu mnie wtedy zostawiłaś?- zapytał nadal mnie do siebie tuląc.
-Nie mogłam tam zostać. Ja byłam w ciąży.- powiedziałam szybko, wyrwałam się z uścisku i wyszłam z pomieszczenia.
   Ten ból mnie zawsze prześladuje i będzie prześladować. To jest straszne. Już nigdy nie będzie dobrze. Wróciłam do domu. Nic nie mówiłam szefowi bo by mnie wywalił z pracy. Weszłam pod prysznic. Strumienie wody spływały po moim ciele a ja płakałam. Muszę się uspokoić. Wyszłam z kabiny, wytarłam się i ubrałam w wygodne rzeczy. Udałam się do sypialni i poszłam spać.

Codzienność,
Szara codzienność,
Bez sensu, bez celu,
Dokąd mam dążyć ? 

Mijam się z cieniami świata
Codziennie widzę je na swojej drodze
Upadłe, płytkie i bez głębi,
Puste jak ten świat 

Podnosząc głowę wysoko 
Widzę słońce, które cienie spala
Stają się bez sensowne 
Wyrzucam je jak śmieci ze swojego świata

Świat zmieniają osoby które znam 
Które wyszły z szarości dnia 
Z blaskiem nadziei w dłoni
One mi pokazują sens życia 

A cienie znikną wraz z tym światem
Znikną gdy śmierć po nich przyjdzie 
Nikt o nich nie będzie pamiętać 
Znikną jak powietrze 

Są śmieciami, niczym
Jak mrok, życia nie przynosi
Nie przynosi życia 
Jest po prostu bezwartościową barwą czarną 
Wraz z nimi na czele. 

17 czerwca 2013

Rozdział 7.




   Dowiedziałam się, że ta dziewczyna ma na imię Tarika i jest z pochodzenia polką. Musiała wyjechać z Londynu bo została przeniesiona do innej szkoły. Miła jest. Opowiedziałam jej co mnie spotkało i była zdziwiona.
   Po dwóch godzinach jazdy wylądowaliśmy na Warszawskim Okęciu. Ładnie tu. Teraz tylko muszę się dostać na Mazury. Wiem jednak że to daleko. Jak jeździłam tu z rodzicami to pamiętam że jeździliśmy autobusami tzw. PKS. Nigdy tego nie lubiłam bo mam chorobę lokomocyjną. Znam jednak na to sposób. Moi rodzice zawsze mi zaklejali pępek plasterkiem i było dobrze. Szłam chodnikiem do przestanku PKS ciągnąc za sobą walizki, nie jest to łatwe bo są duże. Rozmyślałam o tym co by było jakby Zayn  dowiedział się że jestem w ciąży nie mogłabym tego znieść. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłam na miejsce. Kupiłam bilet na autobus i czekałam. Miał odjechać za dwadzieścia minut. Poczekam a co mi tam nie śpieszy się.
   W autobusie czas strasznie się dłużył, wyciągnęłam telefon i podłączyłam do niego słuchawki. Włączyłam do niego piosenkę Lil Wayne. Kocham jego piosenki niektóre pomagałam mu pisać. Zaczęłam słuchać WITH YOU, uśmiechnęłam się. Kochałam tą piosenkę. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie kierowca mówiąc że dojechaliśmy do Giżycka. Podziękowałam, wzięłam walizki i szłam. Mój domek Mój domek jest piękny. Weszłam do środka i zamarłam piękny mały salonik, poszłam do kuchni. Dawno tu nie byłam. Wszystko się tak zmieniło. Generalny remont domku zrobił swoje. Wcześniej zanim przyjechałam zatrudniłam ekipę remontową żeby mi urządzili domek. Zrobili kawał dobrej roboty. Poszłam do góry gdzie znajdował się mój pokój. Jest piękny. Przeszłam do łazienki. Boska... Moje rozmyślania o wystroju przerwał mój telefon. Lil ? Odebrałam.
 *rozmowa telefoniczna*
-Hej. Gdzie ty jesteś?- wydarł się na mnie.- Beth dzwoniła do mnie i pytała się czy jesteś ze mną. Boi się o ciebie.
-To powiedz jej że jestem bezpieczna.- powiedziałam hamując łzy.
-Gdzie jesteś?- zapytał ponownie.
-Wybacz nie mogę gadać. A no i jestem w Polsce. Pa- powiedziałam szybko i rozłączyłam się.
 *koniec rozmowy*
   Położyłam telefon na umywalce i poszłam rozpakowywać walizki. Zajęło mi to trzy godziny. Postanowiłam pójść pod prysznic. Rozmyślałam nad moim życiem. Wiem jedno. Muszę usunąć tą ciążę. Może i jestem okrutnym człowiekiem ale nic na to nie poradzę. To dopiero 12 tydzień. Muszę znaleźć pracę. Wyszłam spod prysznica i ubrałam się w to. Postanowiłam się przejść. Szłam ulicą, zimno jak cholera. No tak w końcu to jesień. Przechodziłam obok sklepów i prywatnej kliniki. No właśnie klinika zobaczę co da się zrobić. Weszłam do środka i umówiłam się na wizytę z lekarzem. Co z tego wyniknie to nie wiem. Termin wizyty mam ustalony na jutro. Postanowiłam jeszcze wejść do POLO marketu aby zrobić zakupy. Z sklepu wyszłam około 20.
   Leżałam w łóżku i rozmyślałam. O czym? Dobre pytanie... O wszystkim co możliwe. Moje rozmyślania przerwał telefon. Dzwoniła ciocia Beth. Postanowiłam odebrać.
*rozmowa telefoniczna*
-Cześć kochana.- powiedziała.- Wiem że jesteś w Polsce. Nie chcesz żebym ci pieniądze przelała na konto rodziców?- zapytała.
-Nie nie trzeba.- odpowiedziałam entuzjastycznie.
-Serio?-zapytała.- Ale i tak ci przeleję.
-Ohhh... Dziękuję.- westchnęłam.
-Nie ma za co.- powiedziała.- Jaką kwotę?- ponownie zapytała.
-Mi to tam obojętnie.- powierdziałam cicho.
-Dobra, to będzie niespodzianka.- powiedziała.- Jak tam twój domek?-zapytała.
-A skąd wiesz że ja mieszkam w domku?- zapytałam zdziwiona.
-Jedyne miejsce w którym się możesz ukryć przed Zaynem i Dwaynem.- powiedziała szybko.
-No fakt.- powiedziałam smutno.- Ale nie mów im gdzie tak dokładnie jestem.- powiedziałam.
-Dobrze.- powiedziała.- Idź spać bo późno już jest.
-Dobra. To dobranoc.- powiedziałam i szybko się rozłączyłam.
*koniec rozmowy telefonicznej*
   Dlaczego moje życie musi być takie skomplikowane? Dlaczego nie mogę być normalną dziewczyną z normalnymi problemami?!  Zamknęłam oczy i zaczęłam mówić słowa:
Delikatnie przytul mnie,
ciepło prześlij choć myślami
i pocałuj czule tak,
niech rozbłyśnie marzeniami.

Jest ich przecież wiele w nas,
serce w sobie je schowało
czeka tylko na ten gest,
by jak struną w nim zagrało.


   Przewróciłam się na drugi bok i odpłynęłam do krainy Morfeusza. 

*******************************************************

Sorki że tak długo nie dodawałam ale nie miałam weny. Koniecznością było walnięcie się z płaskiego w twarz. xDD

15 czerwca 2013

Rozdział 6.




*miesiąc później*

   Niestety nie pracuję już w szkole. To nie była praca dla mnie. Chodzę z Zaynem, jest świetny. Kocham go. A no i nagrywa płytę. Ma talent. Dzięki Lil'owi spełnia swoje marzenia. Moja ciocia akceptuje nasz związek mimo że nie była do niego przekonana. 
   Siedzę w studiu nagrań z Zaynem i Lil Waynem. Mój chłopak akurat jest w trakcie nagrywania. 
Moon hangs around 
A blade over my head
Reminds me what to do before I'm dead 
Night consumes light 
And all I dread 
Reminds me what to do before I'm dead 

The sun reclines
Eats my mind
Reminds me what to leave behind
Light eats night 
And all I never said
Reminds me what to do before I’m…

To see you 
To touch you 
To see you
To touch you

Epochs fly, reminds me 
What I hide, reminds me 
The desert skies 
Cracks the spies 
Reminds me what I never tried 
The ocean wide salted red 
Reminds me what to do before I’m… 

To see you 
To touch you 
To feel you 
To tell you 

The sun reclines - remind me 
The desert skies - remind me 
The ocean wide salted red 
Reminds me what to do before I’m…

Echo:
See you
Touch you 
Feel you
Tell you

   To było piękne. Jak zawsze po nagraniu piosenki rzuciłam mu się na szyję. 
 -To było boskie.- powiedziałam. 
 -Tak jak ty.- odpowiedział. 



*dwa miesiące później*

   Wszystko super fajnie Malik robi karierę a o mnie... zapomniał? Pojechał na taką jakby mini trasę. Kocham go. No i co by tu jeszcze dodać? A no tak, jestem w ciąży. Nikt o tym jeszcze nie wie i się nie dowie. Chcę wyjechać, daleko, do innego kraju. Ale znam Polski i Angielski. Nic innego mi nie zostaje jak pojechać do Polski. Właśnie jestem na lotnisku i kupuję bilety. Ciężko mi wyjechać, ale dam radę. Gdzie będę mieszkać? Moja mama jak jeszcze żyła założyła mi konto w którum jest dosyć <bardzo> dużo pieniędzy i w Polsce mamy mały domek nad jeziorem na Mazurach. 
   Mam już swoje miejsce w samolocie i czekam na start samolotu. Obok mnie siedziała dziewczyna w moim wieku. Postanowiłam z nią porozmawiać. 
 -Hej.- powiedziałam. 
 -No Hej. Do Polski?- zapytała. 
-Tak.- powiedziałam i uroniłam łzę. 

11 czerwca 2013

Rozdział 5.




   Propozycja dobra, ale jak ktoś z mojej winy dostanie kulkę w łeb to ja będę miała wyrzuty sumienia. No i co ja mam zrobić? Na szczęście nie musiałam nic odpowiadać. Uratował mnie od tego Zayn wchodzący do kuchni w samych bokserkach. O jacie jaki on jest boski... Chwila... Co ja gadam? Tylko się z nim puściłaś a już marzysz o nie wiadomo czym. Verr... Ogarr... Proszę. !!!
 -Hej Śliczna i jak tyłek nie boli?- zapytał z chytrym uśmieszkiem na co chłopacy zaczęli się śmiać a ja zaczęłam się czerwienić.
 -Nie wcale.- powiedziałam pod nosem. Malik szybko do mnie podszedł i mnie pocałował. Nie będę kłamać, podobało mi się to. A co do tego tyłka... Boli jak cholera i nie powiem co jeszcze...
 -A myślałem.- powiedział.- To do poprawki!- krzyknął i pociągnął mnie za rękę. Nie opierałam się. Chłopacy zaczęli się śmiać.
   W pokoju nic się nie działo usiedliśmy na łóżku i rozmawialiśmy. Dowiedziałam że Zayn lubi śpiewać i chce zrobić karierę muzyczną. Nie jestem tego taka pewna, nie wiem jak śpiewa.
 -Zaśpiewaj mi coś.- powiedziałam patrząc mu w oczy.
 -Dobra ale się nie śmiej.- powiedział i zaczął śpiewać.
We kiss 
The Stars 
We writhe 
We are 

Your name 
Desire 
Your flesh 
We are 

Cold 
We're so cold 
We are so 
Cold 
We're so cold 

Your mouth 
This words 
Silence 
It turns 
Humming 
We laugh 
My head 
Falls back

Cold 
We're so cold 
We are so 
Cold 
We're so cold
   To było takie piękne. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nic nie wyraziłam słowami tylko go namiętnie pocałowałam... Kiedy w końcu się oderwaliśmy powiedziałam że muszę wracać do domu. 
 -Zostań.- powiedział ze smutną miną. 
 -Zobaczymy się w szkole. No i po szkole. Aha... No i pamiętaj że pojutrze mamy wolne. Więc...- przerwałam i uśmiechnęłam się.
 -Więc?- zapytał.
 -Co powiesz na kolacjo-śniadanie?- zapytałam z chytrym uśmieszkiem. 
 -Ciekawa propozycja.- powiedział i i zrobił minę myśliciela. 
   Co jak co ale Malik mi się podoba. Zaimponował mi swoim... dobra nie ważne. Chodzi mi o ten... no ... rozmiar. Yyyy...! Co ja gadam.?
***************************************************************************************************


Dzisiaj taki krótki i przepraszam że wczoraj nie dodałam miałam mały wypadek i byłam w szpitalu. Moje nogi+schody = tragedia. !!